Miramar

 

Opuszczony schron Zapasowego Stanowiska Kierowania Wojewody Pomorskiego
w Sopocie


     Schron (umówmy się tak go nazywać) jest w rzeczywistości – a właściwie był umocnionym zapasowym stanowiskiem dowodzenia kryzysowego – jak poinformowali mnie koledzy – zastępcy wojewody. Tu pojawia się pierwsza wątpliwość, bo obiekty tego typu są większe. W schronie są zasadniczo dwa pomieszczenia operacyjne plus dwa pomieszczenia operacyjno socjalne. To troszkę za mało (moim zdaniem – choć mogę się mylić) do zarządzania województwem – stawiał bym na mniejszą jednostkę operacyjną – np. zapas dla urzędu miasta. Kolejną przemawiająca za tym tezą jest brak pomieszczeń radiokomunikacyjnych z charakterystycznymi wyjściami dla kabli antenowych z zabezpieczeniami – nawet jeśli dorwali by się złomiarze, to pozostały by mufy – tu ich brak – więc pozostaje łączność telefoniczna – dość duża przyznaję – 3 krosownice po około 30 linii każda i miejsce na 4 krosownice – czyli maksymalnie 120 linii telefonicznych.

Od lewej: sala sztabowa; główny korytarz

 


     Sam obiekt jest dość ciekawy, gdyż jest to praktycznie jedyny znany mi schron budowany w okresie zimnowojennym z cegły! Jest jednak wyjaśnienie dla tego typu ekstrawagancji – jest nią lokalizacja – potencjalne cele uderzeń nuklearnych (Gdańsk, Gdynia) są przesłonięte wzgórzami, co powoduje iż obiekt jako taki nie jest wystawiony na działanie fali uderzeniowej i może być obiektem o niższej odporności. Aczkolwiek jest to dla mnie mocno niezrozumiałe, gdyż zazwyczaj na schrony nie żałowano betonu i lano go obficie na takich obiektach. Tu przychodzi mi na myśl pewna teoria, która powstała po zwiedzaniu reszty budynku Miramaru – a zwłaszcza jego piwnic – schron poza stropem (ale tu też nie dał bym głowy) został wybudowany w tej samej technologii co budynek. Co więcej, patrząc na lokalizację samego schronu (wciśniętego niejako miedzy piwnicę a kotłownię) powstaje pytanie, czy sam nie był pierwotnie piwnicą i w trakcie budowy został on wydzielony, wzmocniony i dokopano do niego wyjście ewakuacyjne – które to już zostało wybudowane w innej technologii – korytarz ewakuacyjno powietrzny jest wylany z betonu. Kolejny kamyk do koszyczka teorii – piwnice Miramaru (drugi poziom) – są głębsze niż schron, a równocześnie wyglądają w miarę solidnie. Trzeci dziwny fakt – czerpnia powietrza jest zasilana tylko z szybu ewakuacyjnego, a zasilanie standardowe realizowane było pierwotnie przez drzwi wejściowe.

     Ale dość teorii. Wróćmy do samej konstrukcji schronu. Schron jest podzielony na kilka części – wejście (ceglana przybudówka z zamontowanymi dość solidnymi litymi stalowymi drzwiami (chyba najsolidniejsza cześć przybudówki). Zasadniczym przeznaczeniem była prawdopodobnie obrona przed wtargnięciem, bo ochrona przed ciśnieniem była by iluzoryczna zważywszy na dwa fakty – wytrzymałość ceglanej przybudówki (choć nie ukrywam – ma przynajmniej z 50 cm grubości ściany) i otwór wylotowy zużytego powietrza (tajemniczy kwadrat na tyle przybudówki) prawdopodobnie został on później zamurowany i wylot wentylacji przekierowano przez maszynownie (tak można by przynajmniej wnioskować z zaworów przeciwpodmuchowych zainstalowanych w schronie). Działały one na zasadzie zaworu ciśnieniowego – w przypadku wzrostu ciśnienia w części „brudnej” zamykały się dociskając tarczkę (niestety nie było już ich podczas naszej wizyty), kiedy zaś na zewnątrz schronu panowało ciśnienie niższe niż w samym schronie – wypuszczały zużyte powietrze do części brudnej i stamtąd na zewnątrz.

     Po zejściu schodkami na głębokość koło 2,5 metra docieramy do przedsionka śluzy (rozwidlenie) – na lewo wchodziło się do „komory dekontaminacyjnej” czyli do prysznica. Na prawo przechodziło się do maszynowni – ze względu na znajdowanie się jej w strefie brudnej sądzę, iż był tam standardowy generator bezobsługowy (typ okrętowy – ale nie zostały po nim nawet mocowania, więc nic więcej nie można powiedzieć) i jakaś bateria akumulatorów (sądząc po wielkości pomieszczenia) – w suficie wmontowany dwuteownik do podwieszenia dźwigu serwisowego. Po przejściu do korytarza głównego schronu znajdowały się – pomieszczenie o szerokości drzwi normalnych drewnianych – za nimi po jakimś metrze, drzwi pancerne (została po nich framuga). Do pomieszczenia wchodzą dwie rury wentylacyjne – powietrza brudnego i powietrza czystego – samo pomieszczenie jest zagadką przynajmniej dopóki nie wyjdzie się na powierzchnię – ale o tym na sam koniec. Następne pomieszczenie jest pomieszczeniem magazynowo socjalnym – znajdowały się w nim m. in. zbiorniki na wodę pitną (jeden się zachował) oraz węzeł cieplny centralnego ogrzewania. Tak, cały schron był ogrzewany! Co prawda z kotłowni Miramaru, ale świadczy to o tym, iż starano się utrzymać temperaturę nawet w okresie nie używania celem zapobiegnięcia zawilgoceniu. Niestety same kaloryfery się nie zachowały. Są jeszcze zawory do pozyskiwania wody z instalacji grzewczej!

     Kolejnym pomieszczeniem jest zespół filtracyjny – dwa zespoły filtrów – po trzy bębny olejowe na każdy filtr – zazwyczaj schrony cywilne miały po dwa bębny. Nie zauważyłem pompy powietrznej, ale podejrzewam iż nie były one mechaniczne (przynajmniej nie główne). Za ścianą filtrowni jest komora rozprężeniowa – czerpnia jest umieszczona w bocznej ścianie korytarza ewakuacyjnego który biegnie za ścianą. Komora rozprężeniowa jest dość mała, ale ma filtr kamienny (czyli koryto wypełnione kamieniami, przez które przechodziło powietrze) wraz ze spryskiwaczem – chodziło o schłodzenie powietrza czerpanego do schronu jak i o oczyszczenie go wstępne z radioaktywnego pyłu i sadzy. Rozwiązanie dość nietypowe w schronach cywilnych – tam komory rozprężeniowe są raczej pozbawione tego luksusu. Do komory prowadził chyba jakiś właz inspekcyjny – ale nie zachowała się nawet framuga jedynie dziura w ceglanej ścianie.

Kolorystyka rur stosowana w schronie:

żółty – powietrze skażone,
niebieski – powietrze czyste,
czerwony – rury wody gorącej,
czarny – kable energetyczne.

     Patrząc dalej w głąb korytarza głównego – po lewej dwie toalety: damska i męska – prawdopodobnie podłączone do sieci kanalizacyjnej (dość częsty błąd ówczesnych konstruktorów – nie chciałbym być tam wtedy, kiedy do rur dostanie się ciśnienie z wybuchu – literalnie przesrana sprawa). Dalej na lewo nisza na coś (związanego z elektryką sądząc po resztkach). Po prawej kolejno – pomieszczenie z wyjściem ewakuacyjnym i szybą do sali sztabowej. Sala sztabowa z dużym stołem sztabowym, resztkami sukna oraz tablicą korkową na ścianie. W pomieszczeniu dwa okna. Jedno z szybą litą (ale nie pancerną) do poprzedniego pomieszczenia i z szybą do centrali telefonicznej (nie pamiętam czy było jeszcze jedno pomieszczenie pomiędzy centralą telefoniczną a pokojem sztabowym). Pomieszczenie centrali telefonicznej – mała klitka ze stołem i krosownicą telefoniczną na ścianie. Całość schronu pomalowana jest do wysokości około 160 żółtą olejną lamperią. Powyżej ściana i sufit białe. Pomieszczenia schronowe mają wysokość około dwóch metrów wiec można chodzić spokojnie wyprostowany.





     Korytarz wyjścia ewakuacyjnego w kształcie litery L – na pierwszym odcinku pozostały dwie framugi od drzwi pancernych. Na zakręcie korytarza cztery małe kratki wlotu powietrza do czerpni. Dalej drabinka w dobrym stanie i przykrycie szybu – typowy grzybek z cegły i betonowym przykryciem. Szyb był kiedyś zabezpieczony poziomą dwu dzieloną siatką oraz kratami w oknach „grzybka”. Sam schron z zewnątrz ma kilka ciekawostek – przede wszystkim szyb wentylacyjny maszynowni (wraz z wylotem spalin) ukryty w betonowej ławeczce – obecnie zdemolowanej. Dodatkowo w oczy rzucił nam się szyb przykryty płytą w miejscu, gdzie powinien kończyć się schron (przy ścianie budynku) i tu być może wyjaśnia się tajemnica, po co w środku strefy czystej schronu pomieszczenie z drzwiami pancernymi. Przypominam, iż schron ma ceglane ściany. Tu jednoznacznie kojarzy mi się patent z niemieckimi wyjściami ewakuacyjnymi z obiektów umocnionych. Mianowicie był to szyb wypełniony piaskiem a w schronie dochodził on najczęściej do cienkiej ceglanej ściany – kiedy następowała potrzeba, taką ściankę się rozwalało, a piasek wsypywał się do wnętrza. Szyb stawał się wtedy drożny. Czy tu tak było - nie wiem, ale jest to chyba najprostsze wytłumaczenie obecności szybu i pomieszczenia w schronie – szkoda, że na drzwiach nie zachowała się tabliczka z przeznaczeniem pomieszczenia.

     Na koniec kilka słów o otoczeniu – sam schron jest chroniony przez okoliczne wzgórza na kierunkach spodziewanych eksplozji – w pobliżu znajduje się boisko – ze względu na rozmiary idealnie nadające się do roli lądowiska – w pobliżu przebiegała arteria komunikacyjna drogowa i kolejowa.

Opracowanie: Mirosław Talik
Zdjęcia: Goran
Stowarzyszenie "Gdyński Klub Eksploracji Podziemnej"
Dodano: 2 marca 2008 r.

Wygenerowano w sekund: 0.03
105,993 unikalne wizyty